Inspirująca historia Mamy Edy

Inspirująca historia Mamy Edy

Mama Edah jest Masajką, ma 28 lat. Od urodzenia mieszka w południowej Kenii, na przepięknym, rozległym terenie – ziemi Masajów. Największym dobytkiem jej rodziny są, podobnie, jak w przypadku innych masajskich rodzin, krowy oraz dzieci. Mama Edah ma 5 córek. Krowy są własnością jej męża – Johnsona. Edah poślubiła go, mając 12 lat.

Jako że nigdy nie chodziła do szkoły (według tradycji dziewczynek przez długi czas nie posyłano do szkoły), nie zdołała nauczyć się pisać i czytać. Gdy sama została mamą i żoną, zwyczajnie kontynuowała to, czego nauczyła się jako dziewczynka – codziennie oporządzała dom, wychowywała dzieci, opiekowała się stadkiem kóz i owiec. Z samego rana natomiast, razem z najstarszą córką Edą i młodszą Ntipą, doiła krowy. Johnson zawoził następnie na skup mleko do miasteczka. To właśnie sprzedaż mleka stanowiła główne źródło utrzymania – zarówno rodziny Edy, jak i wielu innych masajskich rodzin w okolicy. Nikt nawet nie przypuszczał, że może być inaczej. Nikomu nie przeszło też przez myśl, że w społeczeństwie patriarchalnym (a takim właśnie tradycyjnie jest społeczność Masajów), ktoś inny niż mąż może utrzymywać rodzinę. Tymczasem nastały susze…

W 2014 roku deszcz nie padał miesiącami. W obliczu tak trudnej sytuacji część Masajów wyprowadziła swoje bydło daleko, na północ, by zwierzęta miały co jeść. Krowy, które zostały, dawały coraz mniej mleka. Nie było czego sprzedawać. Społeczność pomagała sobie wzajemnie (to typowe dla Masajów), rodziny dzieliły się ostatnimi ziarnami fasoli, ale wydawało się, że w obliczu ciągnącej się suszy i słabnącego bydła, trudno będzie o jakiekolwiek środki na przetrwanie. W tym czasie organizowałam zbiórkę na rozwój szkoły Osimlai. Mama Eda, Mama Felista i Mama Lidia zrobiły biżuterię którą wybrali wpłacający na zbiórkę wspierający. Akcja przyniosła niespodziewany efekt. Mamy zarobiły pieniądze, tak bardzo potrzebne podczas przedłużającej się suszy, ale co najważniejsze – poczuły, że inni doceniają ich pracę. Poczuły się zmotywowane!

Gdy w pierwszej połowie 2015 roku susza po raz kolejny dała o sobie znać, dobytek masajskich rodzin, w tym rodziny Mamy Edy, uszczuplił się jeszcze bardziej – słabnące z dnia na dzień krowy dawały coraz mniej mleka. W sierpniu przeprowadziłam kolejną zbiórkę pieniędzy, zaś Mamy przygotowały ręcznie robioną biżuterię jako podziękowanie za wsparcie, ponownie zyskując dzięki temu dodatkowe środki. Zauważyłam wtedy, jak wielką satysfakcję dały im zgromadzone w ten sposób pieniądze, ale przede wszystkim – jak ogromną radość sprawił im fakt, że coraz więcej osób docenia ich pracę. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Mamy nabrały pewności siebie, zaczęły spotykać się, tworzyć nowe wzory i sprzedawać biżuterię w okolicy.

W latach 2016 – 2017 z powodu suszy bydło zmizerniało do tego stopnia, że sprzedaż mleka była już całkowicie niemożliwa. Mama Eda, podobnie, jak inne Mamy, próbowała znaleźć nabywców biżuterii, jednak z uwagi na fakt, że każdemu brakowało środków do życia, trudno było o klientów. Ze względu na suszę odkładano śluby i inne wydarzenia w społeczności, dlatego okazje do sprzedaży zwyczajnie poznikały. Sytuacja masajskich rodzin w okolicy pogarszała się z dnia na dzień. Padło blisko 80% bydła. Wiele dzieci jadło ciepłe posiłki już tylko w szkole podstawowej Osimlai. W sierpniu 2017 roku zorganizowałam zbiórkę kryzysową, aby wesprzeć szkołę i społeczność, zebrać środki na jedzenie dla uczniów oraz by choć trochę ulżyć w zmaganiach rodzicom. Mamy, które przychodziły odebrać jedzenie, były szczęśliwe i smutne zarazem – szczęśliwe dlatego, że są w Polsce ludzie, którzy chcą im pomóc w tak krytycznym momencie, a smutne, ponieważ nie mają nawet pieniędzy, by kupić koraliki i odwdzięczyć się zrobieniem biżuterii. Pamiętam, jak podchodziły do mnie i pytały, czy noszę masajską biżuterię także w Polsce. Rozpromieniały się, gdy mówiłam, że tak, bo jest piękna i wiele osób w Polsce też tak o niej myśli. Zdałam sobie wtedy w pełni sprawę z faktu, że Mamy powoli budują wiarę we własne siły i stają się samodzielne wiedząc, że ich produkty znajdują nabywców nie tylko w Afryce, w Kenii, ale też w Europie – w Polsce! Zauważyłam, że zaczynają dostrzegać swoją przyszłość, w której życie kobiety to nie tylko zajmowanie się domem.

Mama Edah poszła za ciosem i mimo trwającej suszy pożyczyła pieniądze, by otworzyć mały sklepik przy szkole. Nigdy nie prowadziła biznesu – jak wspomniałam wcześniej – nie chodziła do szkoły, ale z pomocą męża, w ciągu zaledwie kilku tygodni, otworzyła sklepik z blachy falistej. Mąż kupił herbatę, mąkę, cukier, ryż, fasolę, napoje i inne drobne artykuły, jak słodycze czy zapałki. Odwiedzając ją w sklepiku, w którym w wolnym czasie robi biżuterię, widziałam jak promienieje. Uśmiecha się niepewnie, gdy wydaje resztę. Jej córka Ntipa, która jest teraz w 7 klasie, uczy ją po lekcjach liczyć. Dostrzegłam ten przełom, tę ukrytą dotychczas pewność siebie i dumę z tego, że mimo ograniczeń i przeciwności losu, ona – 28 latka bez edukacji, rozpoczęła właśnie swoją przygodę w biznesie. W ten sposób przełamała dotychczasowe powszechne przekonanie społeczności, że zarobić można tylko dzięki posiadaniu bydła. Stereotyp ten, stając w obliczu suszy, obaliły też inne Mamy.

W grudniu 2017 roku, z moim wsparciem, Mama Edah i 14 kobiet o zbliżonych historiach, zawiązały formalną grupę Ekwenia women group (Ekwenia znaczy uśmiech:))

Zapraszam Cię do wsparcia edukacji dzieci, która daje niesamowitą podstawę do kształtowania przyszłości każdego z nich. Każda wpłacona kwota daje szansę na lepszą przyszłość dzieci i zawiązanego klubu kobiet, który chcemy wspierać w rozwoju.